Dlaczego warto przyznawać się do słabości?

Ludzie szukają jednoznacznie pozytywnej wizji, takiego utwierdzenia, że „będzie dobrze”.

Często to słyszę…

Że wystarczy „się spiąć”, zrobić A, B i C, i szansa na sukces rośnie. A nawet, że tylko frajerzy sukcesu mogliby nie osiągnąć!

A co to znaczy, że szukamy przede wszystkim pozytywnych, wzmacniających komunikatów?

Czy aby – w ciszy swoich biur i sal konferencyjnych – nie przeżywamy zwątpień? Czy czasami nie przygasa nasza osobista motywacja i poczucie sensu? Bo nie wszystko nam się udaje… Bo „nie tak miało być”….

I czy przypadkiem nie wtedy potrzebujemy, żeby ktoś nas „wziął na barana”? Żeby pokazał: „ja mogę, i ty dasz radę; to proste!”.

A może – kiedy jest słabo, może nawet źle – spróbować inaczej: jeśli (po ludzku) czasami nie czujemy „wiatru w plecy”, nie „rosną nam skrzydła”, to przyjrzyjmy się tej bezsilności. Spójrzmy jej w oczy. Z bliska. Szczerze. Bez autokreacji. Bez „muszę”, „należy”, „nie wolno” i „nie wypada”.

Dlaczego zamiast konstruktywnie doświadczyć słabości sięgamy po „suplementy motywacji”? Po taki mentalny „antybiotyk o szerokim spektrum”?

Bo doświadczyć własnej niedoskonałości, przeżyć ją mądrze, wyciągnąć wnioski (także gorzkie), zbudować (bywa że od podstaw) „nowe” – to zadanie znacznie trudniejsze niż „łata pozytywności”. Czasami – za trudne.

A jednak prawdziwe (i trwałe!) zmiany w funkcjonowaniu ludzi, zespołów i firm zaczynają się od otwartego przyznania się od słabości.

I nie mam tu na myśli „obnażenia” słabości, jakiegoś rodzaju psychologicznego ekshibicjonizmu i samobiczowania. Ani użalania się nad sobą – O NIE!

Zachęcam raczej do pokornego przyznania, że „nie zawsze może być kawior”, że bywa trudno, że sukces nie zawsze jest na wyciągnięcie ręki, że popełniło się błędy, że czasami trzeba działać… pomimo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *