Dlaczego szef wypala się najszybciej? O obsesji kontrolowania.

Szefowie lubią się zaharowywać. Serio.

Bo lubią mieć kontrolę. Fetyszyzują ją. Kontrola jest najważniejsza. No może na równi z efektywnością.
Pytam nowo poznanego szefa: „Ilu ludzi Ci bezpośrednio podlega?” „62” – odpowiada. I już zgaduję, co odpowie zapytany o największe wyzwania, przed którymi stoi; nie mylę się: „Jak to wszystko kontrolować?”.
Ano – nie da się. Nie da się nawet, gdyby zarządzał dziesięciokrotnie mniejszym teamem. I nawet mając dostęp do najbardziej zaawansowanych i wyszukanych technik monitoringu i sprawozdawczości.
To znaczy: można zbudować poczucie kontroli, ale sprawować kontroli (skutecznie) się nie da. I nie warto…
Po pierwsze dlatego, że to strasznie pracochłonne! I najczęściej szefowi na nic już sił, ani czasu nie starcza.
Po drugie dlatego, że to przynosi fatalne efekty: uśrednienie wyników, odtwórczość. A z czasem podwójną komunikację, podwójne standardy pracy, podwójne standardy etyczne…
Po trzecie: ludzie traktowani jak niesforne dzieci, zachowują się jak niesforne dzieci – grymaszą, kłócą się, są roszczeniowe i egoistyczne. I unikają kontroli jak tylko mogą.
Nie tak dawno umieściłem tu wpis o tym, że skuteczny szef nie pilnuje ludzi, tylko wartości, zasad, celów i kompetencji. I to jest metoda! Stworzenie proaktywnego środowiska pracy, to zbiór konkretnych zadań szefa. Wymaga to analizy, namysłu, kompetencji i konsekwencji, ale działa.
I wiecie, co się wtedy dzieje? Szef, który nie kontroluje bez przerwy swoich ludzi, ma czas by nimi mądrze i skutecznie… zarządzać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *